Genetyczne przyciąganie seksualne jest pojęciem, w którym silne przyciąganie seksualne może rozwijać się między bliskimi krewnymi, którzy po raz pierwszy spotykają się jako dorośli. Nie ma bezpośrednich dowodów na to, że genetyczne przyciąganie seksualne jest zjawiskiem rzeczywistym, a hipoteza ta jest uważana za pseudonaukę.

Termin ten został ukuty w Stanach Zjednoczonych pod koniec lat osiemdziesiątych przez Barbarę Gonyo, założycielkę Truth Seekers in Adoption, chicagowskiej grupy wsparcia dla osób adopcyjnych i ich nowych krewnych. Rozwinęła ona uczucia seksualne do syna, gdy poznała go po jego wyjeździe z kraju, ale on nie chciał być częścią żadnego takiego kontaktu.

Ponieważ wiele cech jest przynajmniej częściowo zdeterminowanych przez genetykę, według tych, którzy wierzą w tę koncepcję, zakłada się, że genetyczne przyciąganie seksualne jest konsekwencją spotkania genetycznych krewnych jako dorosłych, zazwyczaj w wyniku adopcji. Jest to jednak bardzo rzadka konsekwencja spotkań adopcyjnych.

Innym sugerowanym wyjaśnieniem tego zjawiska są możliwe narcystyczne uczucia.

Kazirodztwo jest niezwykle rzadko spotykane między ludźmi wychowywanymi razem we wczesnym dzieciństwie z powodu odwrotnego seksualnego imprintingu znanego jako efekt Westermarcka, który znieczula ich do późniejszego zamykania seksualnego przyciągania. Zakłada się, że efekt ten ewoluował, aby zapobiec chowowi wsobnemu.

Chociaż często zgłaszane jako anegdota w dziedzinie psychologii, nie ma badań wykazujących, że ludzie są seksualnie przyciągani do tych genetycznie podobnych do nich. Badania nad genami MHC wykazują, że osoby niespokrewnione są mniej atrakcyjne dla tych genetycznie do nich podobnych. Jednak u myszy ten brak atrakcyjności może zostać odwrócony poprzez adopcję. Chociaż udokumentowano, że w niektórych przypadkach przyciąganie seksualne może występować między spokrewnionymi osobami, nie jest jasne, czy nazywanie tego przyciągania GSA jest właściwe.

Krytycy tej hipotezy nazwali ją pseudonauką. Amanda Marcotte z Salonu stwierdziła, że termin ten nie jest niczym innym jak próbą zabrzmienia naukowego przy jednoczesnej próbie zminimalizowania tabu kazirodztwa. Wyraziła również, że wiele serwisów informacyjnych źle radzi sobie z doniesieniami na ten temat, powtarzając to, co powiedzieli obrońcy hipotezy, w przeciwieństwie do faktycznego badania rzekomego zjawiska. Stwierdziła, że większość publikacji, które zdecydowały się na prowadzenie historii par mówiących o "genetycznej atrakcyjności seksualnej", nie jest wiarygodnym źródłem wiadomości i że jeden z blogów, który napisała kobieta w kazirodzczym związku, po prostu czyta jak historię młodej dziewczyny, którą wychował jej ojciec. Skrytykowano również użycie "GSA" jako inicjału, ponieważ daje ono do zrozumienia, że zjawisko to jest faktycznym "stanem", który można zdiagnozować. Eric Anderson, socjolog i seksuolog, stwierdza, że w jednej, jedynej naukowej pracy badawczej na ten temat używa się "Freudowskiej psychoanalizy".

Catherine MacAskill, ekspert ds. adopcji i seksualnego wykorzystywania dzieci, stwierdziła, że "chociaż [...] obawy są zrozumiałe [dla osób adopcyjnych i biologicznych rodziców]", przed podjęciem próby zjazdu, osoba badająca ten temat uświadomi sobie, że tzw. przypadki "genetycznego przyciągania seksualnego" wydają się być związane z nagłymi nieplanowanymi spotkaniami, które nie mają odpowiednich zabezpieczeń w postaci starannie przygotowanego zjazdu.